Lizbona przywitała nas ciepłymi promieniami popołudniowego słońca. Jednocześnie rześka bryza powodowała, że nie odczuwało się upału. Było przyjemnie. Hotel był przyjemny. Z okna na ósmym piętrze rozciągał się widok na Lizbonę. Na nowe dzielnice.
![]() |
Widok z okna pokoju hotelowego. Pierwszy rzut oka na Lizbonę. |
Sam pokój bardzo przytulny i miły miał styl, z którym pierwszy raz w życiu zdarzyło mi się spotkać. Mianowicie ściana w łazience nad wanną była w całości przeszklona. Podczas kąpieli można było obserwować co się dzieje w pokoju, a nawet na zewnątrz. Oczywiście była zasłonka która pozwalała na kąpiel z zachowaniem odpowiedniej intymności. Rozwiązanie to uważam za bardzo ciekawe.
Pociąg został podstawiony na kwadrans przed odjazdem. Wygodnie i spokojnie odnaleźliśmy nasze zarezerwowane miejsca. Zakup biletów z domu przez internet miał tę zaletę, że nie było problemów z rezerwacją miejsc obok siebie. Poza tym okazało się, że po przyjeździe byłby problem z rezerwacją, bo pociąg miał zapełnione wszystkie miejsca. Warto było kupić z wyprzedzeniem. Tym bardziej, że mi jako seniorowi przysługiwała zniżka. Siedząc spokojnie w domu można było sobie doczytać jakie zniżki przysługują i wybrać najbardziej odpowiednią godzinę odjazdu.
Pociąg sam w sobie nie był super nowoczesny. Jednak w wagonie było bardzo czysto, klimatyzacja działała bardzo dobrze. Siedzenia wygodnie i wrażenie ogólne było bardzo przyjemne. Czas trwania podróży był przewidziany na ok. trzy i pół godziny.
Pociąg ruszył i po wyjeździe ze stacji można było przez chwilę zauważyć figurę Chrystusa majaczącą na szczycie wzgórza na drugim brzegu Tagu. Potem pociąg wjechał na dolną platformę mostu 25 Kwietnia. Przez kilka minut można było podziwiać widok rzeki Tag i już byliśmy na drugiej stronie.
Na południowej stronie rzeki jeszcze było kilka przystanków w mieście i po niedługim czasie krajobraz z miejskiego zmienił się na widok terenów porośnięte roślinnością. Dla nas jako przybyszów z Polski ten krajobraz różny był od widoków do których przyzwyczajone były nasze oczy.
Co jakiś czas mijaliśmy małe miejscowości złożone z białych domów o czerwonych dachach z wypalanej dachówki. Bardzo miłe dla oka śródziemnomorskie widoki. Architektura różna od naszej polskiej. Bardzo lubię styl śródziemnomorski. Białe ściany, czerwone dachy, słońce i zieleń. To wszystko nadało naszej kolejowej przejażdżce wakacyjny i luźny nastrój.
Mniej więcej w połowie trasy konduktor sprawdził nam bilety. Dalsza jazda upłynęła spokojnie i praktycznie bez wydarzeń. Kawa przyniesiona z wagonu restauracyjnego przyjemnie orzeźwiła. Zwłaszcza że cena była bardzo przystępna. Jako turyści z Polski czuliśmy się w tych warunkach prawie jak w domu.
Przyszła kolej na stację wysiadkową. Quarteira to niewielka miejscowość, więc i stacyjka była malutka. Jednak ja lubię takie klimaty. Ogromne dworce z tłumami podróżnych, w pośpiechu, w biegu często są stresujące. A takie małe stacyjki stwarzają wrażenie, że czas biegnie tutaj innym rytmem.
Sama poczekalnia, skromna ale bardzo czysta zachęcała do odpoczynku na krzesłach. Atmosfera tej poczekalni była magiczna. Wysoki stojący zegar, stara, ale zadbana terakota na podłodze i białe ściany dawały poczucie podróży w czasie o kilkadziesiąt lat. Nie czuło się jednak jakiegoś zaniedbania lub tandety. Bardzo miłe wrażenia. Czuło się nostalgię podróży koleją żelazną.
Jednak my nasiedzieliśmy się w pociągu i z przyjemnością rozprostowaliśmy się przechodząc przez poczekalnię na zewnątrz. Naprzeciw stacji, po drugiej stronie wąskiej uliczki pasażerów zapraszała sympatyczna kawiarenka. Dla czekających na transport do miasteczka. Ze stacji do miejsc nad morzem było dobrych kilka kilometrów, więc raczej należało skorzystać z jakiejś formy transportu.
Naszym rozwiązaniem znów wygodny okazał się Uber. Samochód podjechał dosłownie po kilku minutach od momentu zamówienia. Zawiózł nas pod wskazany adres, a opłata była umiarkowana.
Niestety po przybyciu na miejsce okazało się, że nikt na nas nie czeka i nie ma kontaktu telefonicznego z właścicielem apartamentu. Udało nam się jednak dostać do środka budynku i odnaleźć konkretny lokal. W środku mieszkali inni ludzie. W dodatku lokal nie przypominał tego ze zdjęć w internecie.
Apartament był zarezerwowany i opłacony z góry. Byliśmy rozczarowani takim obrotem sprawy. W tej sytuacji należało znaleźć jakieś rozwiązanie. Na szczęście kilka kroków od tego miejsca, a w zasadzie po drugiej stronie ulicy był mały sklepik, który miał dwa stoliki i można tam było napić się kawy. Ta kawa nam dobrze zrobiła. Opowiedzieliśmy o naszej sytuacji pani obsługującej. Doradziła nam, aby zwrócić się do policji, a właściwie żandarmerii. Posterunek żandarmerii znajdował się w niedalekiej odległości, około dziesięciu minut piechotą. Mieścił się przy samej plaży.
Dosyć długo trwało składanie zeznań. Tam wyjaśniliśmy nasz problem. Czekaliśmy dosyć długo na tłumaczkę. Co prawda wszyscy żandarmi posługiwali się biegle językiem angielskim, ale wyjaśniono nam, że zeznania muszą być przyjęte formalnie w obecności tłumacza przysięgłego. Zależało nam na dokumencie oficjalnym, który chcieliśmy później wykorzystać w trakcie domagania się zwrotu pieniędzy za brak noclegu w zarezerwowanym apartamencie.
Pani tłumacz zapytała się nas, czy w tej sytuacji mamy gdzie nocować. Odpowiedziałem, że liczę na jej pomoc. Zdziwiła się, ale się uśmiechnęła i na swoim smartfonie szybko zrobiła rozeznanie jakie są możliwości skorzystania z hotelu. Szybko podała nam trzy adresy dobrych i w miarę niedrogich hoteli
.
To było dobre. Po wejściu do pierwszego hotelu z listy i obejrzeniu pokoju zdecydowaliśmy się natychmiast na zamieszkanie tam. Hotel nazywa się Atismar. Nazwa nawiązuje do greckiego boga wegetacji oraz urodzaju Attisa. Zaś końcówka mar podkreślała nadmorski charakter hotelu.
Recepcjonistka zapytała się czy wolimy pokój na dole czy na górze. Odpowiedziałem, że na górze. Dostaliśmy pokój na dziesiątym piętrze. I to też było bardzo dobre.
Pokój był dosyć obszerny i posiadał dwa balkony po przeciwnych stronach. Z obu roztaczały się wspaniałe widoki. Jeden to widok na morze, a drugi widok na miasto i wznoszące się w oddali góry. Naprawdę coś wspaniałego. Okazało się przy tym, że po uwzględnieniu, że był to pokój ze śniadaniem, to cena nie odbiegała aż tak bardzo od apartamentu, który rezerwowaliśmy przez serwis internetowy.
Dzień przyjazdu do Quarteiry obfitował w emocje. Bardzo mocne emocje. Jednak koniec dnia przyniósł rozwiązanie z którego byliśmy naprawdę zadowoleni. Nawet lepiej, że tak się stało. Apartament rezerwowany przez booking znajdował się bowiem w mieście. W dzielnicy mieszkalnej a dojście do morza zajmowało około kwadrans. Niby też niedaleko, ale bez porównania do tego hotelu. Hotel jest w drugim rzędzie budynków od bulwaru. Na dojście do plaży wystarcza minuta. A najważniejsze, że są balkony z których rozpościerają się takie widoki. Kawa poranna na takim balkonie od razu nastraja energetycznie na cały dzień, a wieczorem lampka wina pozwala na prowadzenie rozmowy w pięknych okolicznościach przyrody.
Komentarze
Prześlij komentarz